czwartek, 27 sierpnia 2015

Muzeum Motyli w Zakopanym

Rano był czas na górskie wędrówki a późne popołudnia spędzaliśmy na zwiedzaniu czego tylko się da...i tak właśnie trafiliśmy do cudownego miejsca...Muzeum Motyli. Właściwie to jeden pokoik w którym jest pełno motyli. Można je brać na rękę, dotykać, one same siadają na głowę ubrania. Oprócz motyli są też karaczany (brrr), wij afrykański, zeberki australijskie, ptasznik. 






Karol był w muzeum dwa razy, chciał jeszcze trzeci raz...ale już nam brakło dni:). Dziewczyna która oprowadza po muzeum opowiada cykl życia motyla, pokazuje czym się żywią...te w muzeum miały słodki sok i...banana!! Karol tak się oswoił z motylkami ze brał je sam z zasłonek na rękę, na bluzkę. W zasadzie Karol mógłby w tym pokoju spędzić cały dzień! 
  

 

Franio jakoś specjalnie nie podzielał entuzjazmu Karola, najbardziej mu się podobało źródełko i fontanna która tam się znajdowała (bo jest woda jest radość). A motylka którego mu pani dała na rączkę...lekko poturbował;)


Można tam tez kupić prawdziwe motyle w ramce za szybką...oczywiście taką właśnie pamiątkę z wakacji (m.in) przywiózł Karol, ceny od 40 zł wzwyż, zależy jaki motyl. Można tez kupić magnesy z motylem...też mamy, chyba za 5 zł.

Wstęp o ile dobrze pamiętam to 12 zł, za dzieci do 6 lat bezpłatnie.

Z tego co kojarzę w Krakowie tez takie muzeum jest...a przynajmniej kiedyś było. Polecamy Wam to miejsce!

wtorek, 25 sierpnia 2015

Gubałółwka

Jak co roku kolejką wyjechaliśmy na Gubałówkę. Góra- dół dorosły 21,00 zł, dziecko 17,00 zł, za Franka nic:)

 

Kiedyś Karol powiedział że będąc w Zakopanym musimy być na Gubałówce i zrobić zdjęcie z niedźwiedziem bo to jest rodzinna tradycja! Jak tradycja to tradycja, fota co roku jest:) to tegoroczna:
 

 
Niestety książek na kiermaszu w tym roku nie kupiliśmy...namiot kiermaszowy jest w gruntownym remoncie:( ale za to zamknęliśmy Karola w wielkiej kuli za 10 zł i przez 8 minut była cisza! hehehehehe ...jakby co polecamy;)
 
 
 
 Owieczek w tym roku nie spotkaliśmy...oczywiście za wyjątkiem owieczki Basi z która mamy zdjęcie powyżej:)
 
W tym roku Gubałówka mnie zmęczyła, oj...tłumy ludzi, sklepiki obok sklepików z obu stron, tu jedzie auto, tu konik a tu gokard...ech jakoś nie miałam chyba dnia na taką formę spędzenia czasu:) no ale wiadomo...TRADYCJA;)
 
 
 
Inne nasze pobyty na Gubałówce:
w 2011 roku nie miałam bloga...ale też byliśmy:)
w 2014 nie byliśmy, urodził się Franio który był za mały na takie wyprawy:)
 


poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Nosal 1206 m.n.p.m

Kochamy góry, ale o tym już pisałam...W tym roku znów wczasy spędzamy właśnie w Zakopanym...dla nas Zakopane to rano góry, a popołudniu Muzea, wystawy itp...Zawsze na maksa chcemy ten czas wykorzystać...zawsze wracamy wykończeni ale zadowoleni z kolejnymi planami na przyszłość:) Tak tez było w tym roku...bo niestety wczasy się skończyły i wróciliśmy już do szarej (?) rzeczywistości...ale do rzeczy...
 
Postanowiliśmy wejść na Nosal. Wybraliśmy sobie szlak z Kuźnic. Ponieważ do Kuźnic nie można dojechać samochodem - jedynie do ronda i tam trzeba auto zostawić, a potem długo się idzie chodnikiem...postanowiliśmy siły Karola zostawić na góry i dodatkową atrakcję w postaci busa mu zrobić:)
 
 
Szliśmy cały czas zielonym szlakiem, który od Kuźnic wiedzie przez Nosalowa Przełęcz na sam szczyt. Powrót tym samym szlakiem. ludzi na szlaku było jeszcze umiarkowanie mało...ale w drodze powrotnej mijaliśmy prawdziwe pielgrzymki;)
 
 
Idzie się przyjemnie lasem, ale są też ukochane przez Karola skałki:) Karol całą trasę przeszedł sam, Franio w nosidle na plecach taty:) Na sam szczyt Tata z Franiem nie wszedł ponieważ przy ostatnim podejściu jest bardzo stromo i obawialiśmy się potem zejścia z nosidłem na plecach...dla nas ważne w górach jest przede wszystkim bezpieczeństwo!
 


 
Ze szczytu rozciągają się przepiękne widoki...
 

 
Trasa nie jest trudna, jednak nic na siłę. Oj sporo naoglądaliśmy się ambicji rodziców względem pokonywania szlaków przez ich dzieci...przy czym dzieci niekoniecznie były tym zachwycone. Zastanawiam się jaki jest tego cel? Przecież tak właśnie zniechęca się dzieci do gór...Druga sprawa...sandały i tegoroczny hit trampki w górach...niestety u dzieci też:/ ech...
 
Aaaa pochwalę się Wam od tego roku Karolek zbiera punkty w książeczce GOT...cieszy się bardzo bo już niedługo będzie miał odznakę popularną:)
 

niedziela, 23 sierpnia 2015

Wystawa Budowli z klocków LEGO w Zakopanym

Karol jest wielkim Fanem klocków Lego. Franio zresztą już też:) O ile Karol długo bawił się Duplo i małymi lego zaczął dopiero jak miał około 3 lat, to Franek już od początku w zasadzie bawiąc się z bratem zabiera małe lego (pilnujemy go, ale nie wkłada o dziwi do buzi). Dlatego gdy tylko zobaczyliśmy reklamę wystawy Lego...nie mogliśmy tam nie być.
 
Wystawa jest w olbrzymim namiocie, widząc go z zewnątrz pomyślałam że musi tam być bardzo gorąco...ale się myliłam. Było znośnie:) W gablotach znajdują się różne budowle z Lego. Mnie zachwyciła Wiosna w Dolinie Muminków (Karola też bo byliśmy jakiś czas temu w Teatrze na tym właśnie spektaklu:))

Karola zachwyciły wystawy z Lego Chima i Ninjago oraz Gwiezdne Wojny (na to obecnie jest szał). Fajne było to że można było niektóre budowle wprawiać w ruch. Przed gablotkami były przyciski i albo świeciły światłami, albo się poruszały albo latały. Duże wrażenie na Karolu zrobił też Lego wulkan...ale tego też można było się spodziewać bo temat wulkanów jest Karolowi bardzo bliski.
 






 


Franio z kolei zachwycał się ruchomą kolejką...naciskał - pociąg jechał i tak spędziliśmy 15 minut pod jedną gablotą...
 


 
Jako dziecko pamiętam że uwielbiałam jeździć do kuzyna który miał wielką skrzynie z klockami Lego. Pamiętam ze zawsze budowałam z nich szpitale i domy:) Teraz uwielbiam bawić się z chłopakami Lego. Mamy sporo zestawów, ale też po moim siostrzeńcu wielkie pudło klocków...powstają naprawdę ciekawe rzeczy. Karol mnie z dnia na dzień coraz bardziej zaskakuje i za to właśnie uwielbiam Lego! i też za to że są ponadczasowe!
 
Oprócz wystawy znajduję się tam też plac zabaw. Dla maluchów są baseny z klockami, a dla starszych stoliki z płytkami do budowy. W zasadzie powinnam napisać dla starszych dzieci i dorosłych...bo sama nie wiem kto tam miał większą frajdę z zabawy...Niestety nie mogliśmy skorzystać wtedy z zabawy bo nadchodziła burza i spieszyliśmy się bo do parkingu daleko było...
 
 
Wyszliśmy z wystawy zadowoleni, zachwyceni i długo opowiadaliśmy co tam było:) Z pewnością jeśli będzie jeszcze okazja to tam wrócimy.
 
My na wystawie byliśmy o 15. Bilet popołudniowy kosztuje wtedy 12 zł i nie ma znaczenia czy ulgowy czy normalny. 
 
Jedyne co mi się nie podobało to, że wyjście było przez sklep z klockami Lego...a wiadomo jak to z dziećmi jest...

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Minionek


Kiedy zobaczyłam u Agnieszki z Kreatywnika pomysł na Minionki...musieliśmy też takie wykonać:) Nasze Minionki sprawdzają się świetnie jako zabawki do piasku. Zabawka powstaje w 2 minuty, a radość jest wielka.
 
Do zrobienia użyliśmy:
  • żółtko z jajka niespodzianki,
  • taśma izolacyjna niebieska i czarna
  • ruchome oczka
  • marker czarny

niedziela, 9 sierpnia 2015

Mini ZOO - Inwałd

Są miejsca do których wracamy...takimi miejscami są wszelkie skupiska zwierząt. ZOO w Chorzowie, ZOO w Krakowie i Mini ZOO w Inwałdzie to ulubione miejsca na wycieczki dla Karola...Franio nie podziela tej pasji i tego typu wycieczki są dla niego atrakcyjne tylko wtedy gdy może coś ciekawego działać na miejscu...o tym co zafascynowało Franka w ZOO w Krakowie niebawem;)
 
Mini ZOO w Inwałdzie to miejsce gdzie można karmić zwierzęta, karmę kupujemy przy wejściu. Można pogłaskać niektóre zwierzęta... dla Karola to wielka atrakcja. Karol ZOO przeszedł 3 razy...i dalej mu było mało! Polecamy to miejsce każdemu.
 




 
Obecnie obok ZOO powstał małpi gaj i plac zabaw. Można kupić pyszne oscypki z grilla i smaczną grochówkę. Jest miejsce gdzie można odpocząć, jest miejsce do zabawy...naprawdę warto tam pojechać. Więcej szczegółów w naszej innej relacji z tegoż miejsca: TU

piątek, 7 sierpnia 2015

Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie


Całkiem przypadkiem odkryliśmy wspaniałe miejsce. Otóż jest to Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie! Karol bardzo lubi zwiedzać muzea wszelkie, zatem i to musieliśmy odwiedzić. I...oczarowało nas to miejsce! Nikt nie upomina dzieci ze są za głośno, że coś dotykają, że biegają. Nie czujesz na plecach wzroku obsługi muzeum który krok w krok za Tobą podąża. Wręcz przeciwnie jest sporo eksponatów których można dotknąć, usiąść, sprawdzić jak działa. Te których nie można dotykać albo do nich wchodzić mają karteczkę. Więc wszystko jest jasno określone!. Sporo nauki jest w tym przemycone, można zobaczyć np.:
  •  jak zachowują się ciała w środowiskach o różnej gęstości.

  • zasadę działania silnika odrzutowego i powstawania siły nośnej
Można:
  • usiąść za sterami prawdziwego samolotu:
  • usiąść w atrapie samolotu

  • pobawić się na jeździkach :)
  • pozować do zdjęcia:)
  • usiąść w prawdziwych krzesłach samolotowych
  • sterować helikopterem (Karolowo-Frankowy tata miał tu radość..:) )
  • przyjrzeć się z bliska urządzeniom niezbędnym w lotnictwie
  • wejść do helikoptera papieskiego (w wyznaczonych godzinach)





Muzeum to kilka budynków, hangarów i olbrzymi plac. Widzieliśmy dzieci na hulajnogach...i to dobry pomysł bo teren jest duży. Kilka różnych wystaw i ekspozycji. Wszystkie niezwykle ciekawe.

Dodatkowe plusy?:
  • Za dzieci do lat 7 nie płaci się, 
  • za dorosłych 14 zł, 
  • we wtorki jest bezpłatnie, 
  • parking bezpłatny (w Krakowie!!!)
Polecamy wszystkim to miejsce...my tam wrócimy jeszcze z pewnością!